Jakie miejsce  w Pana twórczości zajmuje muzyka chóralna?

Muzyka chóralna od samych początków grała ważną rolę. Mój pierwszy sukces kompozytorski zawdzięczam temu właśnie gatunkowi twórczości. Czołowa nagroda przyznana mi w 1959 za Pieśni o wiośnie, a potem następnie za Noktury, Kołysanki ,Suitę Warmińską i wydanie ich przez wydawnictwo PWM zapewniło mi dość mocną pozycją wśród twórców parających się tym gatunkiem twórczości. Moje przywiązanie do śpiewu chóralnego datuje się jeszcze z lat przedwojennych, kiedy to jako kilkuletni chłopiec miałem możność przysłuchiwania się śpiewom chóralnym podczas uroczystości kościelnych. Z rozrzewnieniem wspominam wspaniałe popisy chóru Hasło z kościoła w Wilnie. Profesor Jan Żebrowski, jednocześnie organista był po wojnie jednym z moich nauczycieli. Jemu zawdzięczam rozumienie tego czym winna być muzyka kościelna, owe sacrum mające je odróżniać od muzyki tworzonej do tekstów świeckich. Notabene w moim odczuciu większość kompozytorów tworzących współcześnie nie bardzo sobie radzi z tym problemem tekst liturgiczny traktują jako materiał fonetyczny do muzyki nie mającej nic wspólnego z duchem przeżycia religijnego. I jeszcze jedno. Moja muzyka chóralna w odróżnieniu od twórczości operowej, jest jednak najczęściej wykonywana. Rozbrzmiewa nie tylko w kraju, ale i daleko poza jej granicami.


Jaka jest Pana ocena polskiej twórczości od połowy XX wieku do dzisiaj?

Schyłek lat 50 ubiegłego wieku zapisał się w dziejach polskiej muzyki chóralnej jako okres pewnego regresu czy stagnacji. Panująca wciąż ówcześnie tradycja romantyczno-narodowa obca wszelkim nowościom domagała się odświeżenia, otwarcia na nowe. Właśnie w owym czasie, jeszcze jako student warszawskiej PWSM, podjąłem próbę zaproponowania czegoś nowego co odświeżyło by spojrzenie na zagadnienia melodyki harmonii i rytmu. w dziedzinie chóralistyki. I tu muszę wspomnieć nazwisko Andrzeja Koszewskiego który niejako równolegle walczył o to samo. W jednym tylko się przeliczył. Jego muzyki do tekstów esperanckich nikt dziś nie śpiewa. Trochę to dziwne ale prawdziwe. Uczeń Koszewskiego Andrzej Jasiński miał wiele ciekawych rozwiązań w dziedzinie harmoniki i rytmu, co zapewniło mu niejako popularność, ówcześnie wśród chórów akademickich. Neoromantyczna twórczość Józefa Świdra jeżeli chodzi o jej percepcję przeżywała swoje apogeum na przełomie wieków. Dziś jest jakby trochę zapomniana. Mogę mówić o tym śmiało, gdyż jako wieloletni juror licznych konkursów chóralnych mam możność obserwacji tego, co jest wykonywane. Drażniącą sprawą jest brak muzyki polskiej w programach chórów zagranicznych, uczestników wspomnianych konkursów. Specjalne nagrody między innymi PWMowska dla zagranicznych wykonawców muzyki polskiej nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Zastanawia brak szerszego zainteresowania naszą muzyką chóralną.

Uważany jest Pan za kompozytora umiarkowanie nowoczesnego. Jaki jest pański stosunek do Awangardy?

Nader pozytywny o ile proponuje ona coś wartościowego. Taką wartością jest np. Wynalazek ….. Ten rodzaj techniki pozwalający na swobodne kształtowanie przebiegu muzycznego stał się dla mnie polem eksperymentu. I tak w 3 Studiach według Giotta z roku 1966 dokonałem zderzenia w pionie dwóch płaszczyzn aleatoryki i muzyki notowanej tradycyjnie. Natomiast w Małej liturgii prawosławnej końcowy akord D-dur spowiłem w rozmigotaną aleatoryką tkankę, w której składniki współbrzmiały…. 
Stąd wniosek, że aleatoryka może być tonalna. Zatem wykorzystanie jej w roli tła, czy tonalnego akompaniamentu stało się oczywiste. Przykład tego mamy w moich Skrzypcowych Ekspresjach, Sonatach, Sonetach do Don Kichota…
Inne moje wynalazkiem jest technika nawarstwiania. Polega ona na budowaniu utworu poprzez nawarstwianie na siebie stale powtarzających się segmentów. Po raz pierwszy zastosowałem te technikę w drugiej części II Pejzaży (75), oraz w początkowych fragmencie Lorda Jima. W tejże operze zastosowałem wynaleziony przeze mnie w Upadku Ojca Suryna, operze radiowej z roku 69 – system płynnego przechodzenia od mowy do śpiewu. Jak na kompozytora umiarkowanie nowoczesnego to chyba nie mało. 

Co musi mieć w sobie kompozytor, aby odnieść sukces. Jakie cechy charakteru przyczyniają się do odniesienia sukcesu?

Winien mieć silną wolę i niezłomne przekonanie o słuszności swojej postawy. Uleganie różnym podszeptom, różnym radom jest bardzo niebezpieczne. Sam kiedyś uległem dobrej radzie Góreckiego. Który zasugerował mi zmianę akordu durowego zamykającego moje antyfony, na inny, bardziej nowoczesny. Po paru latach przywróciłem poprzedni akord – czystsze brzmienie końcowego akordu miało głębszy sens. Było rozjaśnieniem. Rozpogodzeniem pochmurnego klimatu w jakim utrzymany był utwór. 

O sukcesie można mówić różnie. Prawdziwy sukces zaczyna się wtedy, gdy dzieło zaczyna żyć samodzielnie, bez poparcia różnych komisji, rad artystycznych i temu podobnych ciał. Festiwalowe sukcesy, którymi chwalą się młodzi kompozytorzy, są nic niewarte jeśli ich utwory zaraz po prawykonaniu trafiają na tzw półkę. Niewiele warte są też przedwczesne próby umieszczania na piedestale różnych sezonowych wielkości. Po pewnym czasie kończy się to klapą, bowiem bez akceptacji słuchacza i wykonawcy nic nie da się zrobić. Przydałoby się też to i owo pozmieniać w naszym Panteonie kompozytorskim. Niegdysiejsze święte krowy tkwią dziś na swoich cokołach niby figury woskowe – ich dorobek, najczęściej awangardowy, ulega zapomnieniu. I nic nie wskazuje na wyjście z tego czyśćca. Przedwcześnie ogłoszony sukces może okazać się porażką. 

Utwór z którym jest pan najbardziej związany to…? 

Najbardziej cenię te utwory, które komponowałem w atmosferze radosnego uniesienia, kiedy to pomysł same przychodził do głowy. Tak było z Małą Liturgią Prawosłowną, Operową Historyją o świętej Katarzynie. W podobnej atmosferze powstały II fortepianowe sonaty, chóralne alleluja. Z najwcześniejszych moich ulubionych utworów mógłbym wymienić oberka z 1955. Utwór żyje do dziś i ząb czasu jakoś się go nie ima. Są jednak utwory, których nie lubię i co ciekawe pochodzą one z zakresu chóralistyki. Takimi nieudacznikami są Psalm 149, Preludia bałtyckie, Impresje morskie, Pejzaże. Całe szczęście, że nikt tego nie śpiewa. 

Jak widać, nie mam zdecydowanego faworyta do tytułu mojego ulubionego utworu. Przypomina mi się odpowiedź Szostakowicza na moje pytanie (było to w roku 1955 podczas wizyty kompozytora w wileńskim konserwatorium), który z jego utworów jest mu najbliższy? Jestem jak ojciec, który kocha wszystkie swoje dzieci jednakowo – odpowiedział  dostojny gość.

Obejrzyj i wysłuchaj minidokumentu muzycznego "Śladami Romualda Twardowskiego

Chór Filharmonii Częstochowskiej Collegium Cantorum

Dyrygent – Janusz Siadlak

1. Warszawa

Gdzie studiował Romuald Twardowski? Dlaczego muzyka chóralna jest dla niego tak ważna?

2. Częstochowa

3. Białystok